Kamperowa przygoda

Czwartkowy poranek. Kaśka powolnym krokiem idzie do kuchni. Podkrążone oczy, potargane włosy. Zero uśmiechu. Jakby na swoich barkach dźwigała ogromny ciężar. Bez emocji. Niemal jak automat robi sobie herbatę i śniadanie. Za 15 minut zaczynają się zdalne lekcje. Dziś od komputera odejdzie o 15:50, to wtedy skończy się ósma lekcja w szkole online. Kasia ma 11 lat. To dziewiąty miesiąc bez możliwości chodzenia do szkoły. Dziewiąty!

Czwartkowy poranek. Niczym nieróżniący się od wielu poprzednich.
Rutyna, zrezygnowanie, brak nadziei, strach, złość, niepewność, frustracja, tęsknota i bezsilność mieszają się ze sobą tworząc koktajl codzienności. Od roku staramy się do tego zestawu dodawać wsparcie, bliskość, uśmiech, nadzieję, dużą dawkę wspólnego czasu i namiastkę normalności. Staramy się, choć na moment wprowadzić balans w rzeczywistości balansu pozbawionej.

Czwartkowy poranek. Szybka myśl. Zróbmy coś. Wagary. Obowiązkowe wagary całej rodziny!
Przejrzenie covidowej listy atrakcji, aktualnie dostępnej, pokazało, że do wyboru mamy kompletną lipę, albo totalne nic. Na dokładkę, na piątek zapowiadają deszcz i wiatr więc las, na dłuższą wyprawę, odpada. Decyzja jednak zapadła. W piątek mamy wagary, choćby waliło żabami z nieba.

Po 20 minutach od wyjścia z domu dzwoni Wojtek. Magda, tu stoi kamper do wynajęcia. Jedziemy?
No pewnie, że jedziemy!

Ruszyliśmy w piątek, jak to my skoro świt o jedenastej. Kierunek Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi. Wybór miejsca zapadł już jakiś czas temu po obejrzeniu cudownego filmu Cztery Pory Roku. Park został utworzony w 1994 roku i obejmuje 7354 ha. W Dolinie Narwi występuje około 200 gatunków ptaków z czego aż 137 to gatunki gniazdujące. Przy odrobinie szczęścia spotkać tu możemy bąka, trzmielojada, kszyka, dubelta, rycyka, puchacza i zimorodka. Ponadto tereny te zamieszkuje 41 gatunków ssaków. Swój dom mają tu między innymi bóbr, wydra, smużka, gronostaj i łoś. To istny przyrodniczy raj.

Pogoda w marcu bywa kapryśna i akurat my na ten kaprys trafiliśmy. Wiało, trochę padało. Nad naszymi głowami przelatywały setki ptaków wracających z zimowisk. Niezwykły spektakl, który nigdy sie nie nudzi. Przy wierzy widokowej w Drozdowie zjedliśmy obiad. To jeden z plusów podróżowania kamperem. Wszystko pod ręką. Kuchnia, łazienka, sypialnia. Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi pozostawił niedosyt. W planach mamy już kolejną podróż, nieco późniejszą wiosną.

Na nocleg wybraliśmy parking w Śliwnie w Narwiańskim Parku Narodowym. Jako że podróżowanie kamperem to dla nas zupełna nowość, zachwycaliśmy się wszystkim, także parkingiem. Wiaty, pod którym można zjeść posiłek, miejsce na ognisko, toalety. A tuż za ogrodzeniem, ciągnące się po horyzont, lekko podtopione łąki, składające obietnicę cudownych widoków o świcie.

Łąki, jak to łąki mają w zwyczaju, obietnicy dotrzymały. Lis wracający po nocnych wędrówkach, gęgawy budzące się po długo wyczekiwanym i zasłużonym odpoczynku, zające starające się o względy zajęczych pań i żurawie wołające z daleka. Magia okraszona przymrozkiem. Zgrabiałe z zimna ręce, bijące zachwytem serce i powrót do ciepłego, pachnącego snem kapera. Pierwsza noc.

Narwiański Park Narodowy to jeden z 23 polskich parków narodowych, nazywany Amazonią Podlasia. I tak rzeczywiście wygląda, a bogactwo zwierząt i roślin sprawia, że jest to miejsce wyjątkowe i niezwykle cenne. Zwiedzać je najlepiej kajakiem lub łodzią tzw. pychówką, którą można wypożyczyć. Świetnym sposobem na nieinwazyjne podejrzenie tej cudownej krainy wydaje się być kładka Waniewo-Śliwnio, biegnąca w poprzek doliny Narwi. Ma długość 1050 m. Aby ją pokonać, kilka razy trzeba przeprawić się przez rzekę pływającymi platformami. W połowie trasy znajduje się wieża widokowa, dająca możliwość podziwiania niezwykłości doliny. Wszystko brzmi tak pięknie, że koniecznie musimy przyjechać tam jeszcze raz. Kładkę otworzono dokładnie tydzień po naszej wizycie 🙂

Dolina Narwi pożegnała nas deszczem i śniegiem, a my naszym domem na kółkach ruszyliśmy w stronę Puszczy Białowieskiej, spotykając po drodze dziesiątki żurawi, majestatycznie kroczących po łąkach i zapierających dech w piersiach osób, przejeżdżających tuż obok.

Polecony przez rodziców Wojtka parking, okazał się strzałem w dziesiątkę. Wjechaliśmy w sam środek puszczy, dojeżdżając do miejscowości Topiło nad rzeką Perebel. To niewielka osada położona trzy kilometry od granicy z Białorusią. Jedyny zasięg, który łapaliśmy sporadycznie, był właśnie zasięgiem białoruskiej sieci. Warto być czujnym i w porę wyłączyć transmisję danych. W innym wypadku weekendowy wypad, może okazać się niezwykle kosztowny.

Osada Topiło została założona w 1916 roku przez niemieckich osadników, którzy przybyli tu, aby wycinać las. Poprowadzenie kolejki wąskotorowej z Hajnówki do Topiła, miało usprawnić ich pracę. Dziś jest to jedna z atrakcji turystycznych Podlasia. W 1933 roku utworzono zbiornik wodny o powierzchni 20 ha do magazynowania ściętego drewna. Po wojnie zaprzestano eksploatacji tego regionu, co wykorzystała przyroda, przejmując zalew we władanie. Stworzyła niezwykle malowniczy i piękny obszar, będący domem dla wielu gatunków zwierząt. Wokół leśnego jeziora wiodą dwie ścieżki edukacyjne: Puszczańskie Drzewa i Śladem Orlika.

Poza obłędnymi widokami, ciszą i spokojem znajdziecie tu parking z wiatami (podłączenie do prądu jest dużym plusem), miejsce na ognisko, zewnętrzną siłownię, mini skansen kolei wąskotorowej i sklep spożywczy o wdzięcznej nazwie Oszoł. Co prawda podczas naszego pobytu był zamknięty, ale być może w sezonie funkcjonuje normalnie. Do tego kilka domów, według informacji z 2012 roku, mieszka tu 46 osób i niczym wisienka na torcie, otaczający to wszystko magiczny las.

Kiedyś, po wizycie na włoskiej Ponzie, marzyłam o tym, aby zamieszkać na wyspie. Zawsze urzekały mnie małe społeczności, w których ludzie znają swoich sąsiadów. Naturalnie odizolowane od świata, lekko utopijne było i jest mocno pociągające. Wyspiarskie życie jawiło mi się jako takie, które mogłabym prowadzić i które dawałoby mi szczęście. Po wizycie w Topile czuję, że nie potrzebuję już wyspy. To właśnie osada w środku lasu, jest tym, co teraz rozbudza moją wyobraźnię i kształtuje nowe marzenia.

Puszcza Białowieska to wolny las. A przynajmniej jej część. Wolny las pachnie i wygląda inaczej. Jest w nim nieco bałaganu, taka specyficzna nutka artystycznego nieładu. Las jest ważną częścią mnie. To tam czuję się najlepiej, tam odnajduję to, czego potrzebuję.
Przed powrotem do domu, wybraliśmy się na spacer. Trwająca nadal w lesie zima, dostarczyła nam cudownych emocji. Tuż przy drodze Kasia wypatrzyła wilczy trop. Pozwoliliśmy poprowadzić się wilczej rodzinie przez mniej dostępne fragmenty lasu. Trafiliśmy w miejsca niezwykłe, odnajdując tropy saren i jeleni. Uczucie, gdy podążasz ścieżką, którą, być może kilka godzin wcześniej szły wilki, jest mieszanką szczęścia, ekscytacji i wrażenia stawania się częścią czegoś ważniejszego, czegoś mądrzejszego i piękniejszego. Gdy nasze nogi zaczęły zapadać się w grząskim gruncie, zrozumieliśmy, że dalej nie pójdziemy. Wilki wyznaczyły granicę. Pozwoliły nam na moment zajrzeć do swojego świata. Odkryły przed nami fragment swojego domu, sprawiając, że poczuliśmy się wyjątkowo. Wracając, na łące nieopodal parkingu, odkryliśmy duże, plackowate ślady zostawione przez żubry, które mieliśmy szczęście spotkać nieco później.

Jeśli zastanawiacie się jak zaplanować wycieczkę do Puszczy Białowieskiej, niekoniecznie kamperem, zapraszam do lektury mojego artykułu Puszcza Białowieska z dziećmi.

WADY I ZALETY KAMPERA

Weekend w kamperze, poza wspaniałymi widokami, dał nam sporo przemyśleń. Zanim wyruszyliśmy, długo żyliśmy w przekonaniu, że jest to dla nas idealny sposób na wakacje. Dziś wiemy, że aby podróżować kamperem z dziećmi, a zwłaszcza z nastolatką i niemal nastolatką, trzeba staranniej wybrać rodzaj samochodu, a dokładnie jego wewnętrznej zabudowy. Choć od lat żeglujemy z dziećmi na jachcie i jesteśmy przyzwyczajeni do życia na niewielkiej powierzchni, specyfika tego akurat kapera okazała się dla naszej rodziny nieco niewygodna.

Nasze dziewczyny, potrzebują miejsca tylko dla siebie. Może być ono niewielkie, ale już teraz wiemy, że być musi. Miejsce, gdzie będą mogły pobyć same ze sobą. Dlatego, mądrzejsi o nowe doświadczenie, wiemy, że na kolejną wyprawę potrzebujemy kampera z oddzielonymi (choćby zasłonką) miejscami do spania. Idealne byłyby, nieco na wzór jachtu, kabiny. Zapewne, gdyby warunki atmosferyczne były nieco bardziej sprzyjające do spędzania czasu poza kamperem, poziom frustracji i siostrzanej chęci unicestwienia się nawzajem, byłby nieco mniejszy. Tak czy inaczej, nie będziemy tego sprawdzać i poszukamy kampera dającego przestrzeń każdemu.

Podróżowanie kamperem daje poczucie wolności, niezależności. Jest to niezwykle cenne w dobie pandemii, gdy większość lokali usługowych jest zamknięta. Zwłaszcza w podróżowaniu z dziećmi. Wszystko, czego potrzebujemy zawsze jest pod ręką. Zupa, toaleta, przekąska, łóżko na wygodną drzemkę, gry planszowe. Wystarczy się zatrzymać. Kamper to możliwość podróży spontanicznej. Spędzania nocy, tam, gdzie coś nas zachwyciło. Niezależność. To ogromne plusy, które sprawiają, że nie mówimy kamperom nie. Jednak przed kolejną podróżą będziemy mieli na uwadze to, co budziło nasze zastrzeżenia, powodowało dyskomfort. Tak jak miejsca przeznaczone dla pasażerów. Są one niewygodne i w moim odczuciu niebezpieczne. Łatwo się z nich zsunąć, a raczej trudno się z nich nie zsunąć. Ja zapierałam się nogą o nogę stołu. Zapewne problem znika, gdy dzieci są małe i podróżują w foteliku. Jednak przy większych latoroślach, jest to element dość istotny. Druga sprawa to stolik umiejscowiony tuż przed dziećmi, nie wzbudzał on mojego zaufania. Być może są auta, w których na czas podróży można stół złożyć. Na pewno, będziemy szukać kampera z lepiej przemyślaną przestrzenią do podróży dla dzieci. Wyżej już wspomniana mała przestrzeń, bez miejsc, gdzie dzieci potrzebujące wyciszenia, mogłyby znaleźć chwilę dla siebie, też jest elementem, który będzie głównym kryterium wyboru. Ostatnią, dość istotną wadą kaperów, jest cena wynajmu. Dlatego nasza rodzina raczej pozostanie przy korzystaniu z dobrodziejstw domu na kółkach wyłącznie poza szeroko rozumianym sezonem.

Poniedziałkowy poranek. Proporcja koktajlu emocji dziś z przewagą uśmiechu, nadziei i siły. Walczymy dalej. Każdego dnia próbujemy zniwelować skutki trwającej już ponad rok pandemii. Czasem jest trudno. Bardzo trudno. Walczymy o namiastkę normalności w dzieciństwie naszych dzieci.
Tydzień po wyprawie Gabi wróciła do nauczania zdalnego. Dobrze, że tuż obok domu mamy las. Tam wszystko nadal jest normalnie, a przyroda kolejny raz budzi się zimowego snu. Planujemy wpisać wagary na stałe do naszego kalendarza. Nadamy im rangę regularności. Choć mam wrażenie, że zrobiliśmy to już dawno temu. Dzieci potrzebują oddechu, wentyla bezpieczeńtwa, oderwania się choćby na chwilę, wyboru, możliwości zadecydowania o sobie. Teraz to potrzeba pierwszoplanowa. A co najistotniejsze, nie jest ważne gdzie te wagary spędzimy, ważne, że spędzimy je razem, słuchając swoich potrzeb.

2 Comments

  1. Piękny pomysł, piękne strony – Narew to moja ulubiona rzeka, a Białowieska – ulubiona puszcza. Co to jest zdalne nauczanie jeszcze nie wiem (mam czterolatkę, więc tylko robimy zadania na kartach pracy, z zajęciami plastycznymi i rytmiką zajmuje nam to ok. godziny dziennie). Obawiam się jednak, że się dowiem…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s